Kampania wyborcza na dobre
jeszcze się nie rozpoczęła, do wyborów zostało ponad półtora miesiąca. To jest
czas, kiedy kandydaci mogą zastanowić się, w jaki sposób przekonać wyborców do
oddania na nich głosu. Najczęstszą strategią w pozyskiwaniu głosów są
obietnice. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis.
Czy my, kandydaci powinniśmy
obiecywać? A jeśli tak, to co możemy obiecać naszym wyborcom?
Obietnice, to według mnie
wybranie najłatwiejszej strategii wyborczej. Obiecać możemy wszystko, tylko czy
będziemy potrafili taką obietnicę spełnić? Przecież jej spełnienie nie tylko
zależy od nas, nawet jeśli mamy dobrą wolę czy chęci. Czy obietnica zostanie
spełniona, zależy od wielu różnych organów, które mają decydujący głos. A więc,
czy mamy prawo obiecywać wyborcom coś, czego nie jesteśmy pewni na 100%, że
będziemy mogli to zrealizować?
Ja uważam, że nie. I dlatego
nie chcę obiecywać przysłowiowych „gruszek na wierzbie”. Uważam, że liczą się
czyny a nie słowa. I nie dotyczy to tylko politycznych obietnic, ale całego
naszego życia. Powiedzieć można wszystko, ale najważniejsze jest, żeby z tych
słów coś wynikało.
Posłużę się tutaj życiowym
przykładem, zupełnie nie związanym z polityką. Jakiś czas temu usłyszałam od
pewniej osoby takie oto słowa: „Chcę Cię
traktować jak przyjaciela, chcę Ci pokazać, że nim jestem dla Ciebie” Piękne słowa, prawda? Któż z nas nie chciałby
takiego zdania usłyszeć? To pewnego rodzaju deklaracja, jakże ważna, bo
dotycząca przyjaźni. Tylko właśnie, to są tylko słowa, nie poparte niczym
więcej, czynów zabrakło.
Jestem przeciwna obietnicom,
pięknym słowom, deklaracjom, nie widzę w tym sensu. Tym bardziej jestem
przeciwna obietnicom politycznym, bo w tym przypadku obiecujemy publicznie i
jesteśmy zobowiązani do traktowania naszych wyborców poważnie i z szacunkiem.
To dzięki ludziom, zostajemy radnymi, to ludzie i ich problemy składają się na
naszą pracę.
Jestem mieszkanką Łodzi, tu się urodziłam, tu
mieszkam i tu pracuję, jest to moje miasto. Chodzę tymi samymi ulicami, co moi
potencjalni wyborcy, robię zakupy w tych samych sklepach, korzystam z tej samej
służby zdrowia a moja córka chodzi tu do szkoły. Dotykają mnie te same radości
i smutki związane w funkcjonowaniem naszego miasta.
Chcę być Radnym dla ludzi, chcę szukać
rozwiązań, które sprawią, że Łódź będzie jeszcze piękniejsza, jeszcze lepiej
będzie się rozwijać i będziemy dumni, że jesteśmy jej mieszkańcami.
A to, że mam odpowiednie wykształcenie,
wiedzę i doświadczenie, aby to robić, nie jest najważniejsze. Najważniejsze
jest to, że mam w sobie dużo siły i chęci do kreowania zmian. Zmian, które
sprawią, że będziemy szczęśliwsi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz